co we mnie siedzi...
Myślę, że powinienem się udać na przeszczep psychiki.
Taka myśl mnie właśnie ogarnęła.
Właściwie to ogarnęła mnie pół godziny temu.
A potem zaczęła sobie dryfować po wnętrzu mojej czaszki i...
Wyobraziłem sobie siebie na stole do wiwisekcji...
(myślę, że podobna fantazja o mnie często gości w głowie mojej Księżniczki)
... a nade mną pochylają się zastępy lekarzy.
Każdy bada jakąś część mnie i wydaje werdykt:
"do wymiany" po czym zabiera ze sobą badany kawałek.
Najpierw przychodzi wybitny ekspert od włosów i już w progu zaczyna się
wsciekać, że nie wiadomo po co go do mnie wezwali.
Wyskubuje mi resztkę sierści z czaszki i wychodzi.
Po nim przychodzi następny, i następny..
Jeden zabiera oczy (bo plama na lewym go niepokoi)
następny zęby - zupełnie nie wiem czemu.
Następny bierze mózg...
Po godzinie na stole zostają tylko dłonie.
Nagle przez uchylone drzwi wpada jakiś kundel,
porywa lewą dłoń i ucieka oknem.
Myślę, że to podświadomy strach przed kolonoskopią.
Wyczytałem kiedyś, że po 30stych urodzinach każdy mężczyzna powinien...
za miesiąc będę miał 33. Już prawie zebrałem się na odwagę.
Z tym psem przesadziłem.
Chyba chciałbym być kimś innym.
Nie fizycznie - w końcu widziałem gorsze egzemplarze.
Chciałbym być dojrzalszy emocjonalnie.
Chciałbym umieć chłodno kalkulować.
Nie miotać się, nie bać, nie tęsknić, nie martwić...
Patrzeć z dystansem na siebie i wszystko co mnie spotyka,
rozumieć wszystko co się dzieje, świadomie wybierać drogę...
Kiedyś myślałem, że taki właśnie jestem.
Że nic mnie nie dotyka.
Że nikt nie potrafi mnie zranić.
Nie było nikogo kto by potrafił.
Nikogo nie dopuściłem dość blisko.
Do czasu.
Chciałbym być jak Yoda i Waldemar Pawlak w jednym.
Usiąść na kamieniu, zadumać się nad wszechświatem
i zrozumieć jak to wszystko działa (i nie dostać wilka).
Chciałbym bardziej ufać mojej Księżniczce.
Z jednej strony ufam jej tak jak nigdy nikomu nie ufałem.
Ona wie, że oddałbym jej wszystko co mam.
Właściwie juz to zrobiłem.
Chciałbym jej ufać bardziej.
Chciałbym nie bać się, że któregoś dnia wbije mi sztylet w dupę.
(znowu zakradła się myśl o proktologu?)
Myślę, że dużo (jeśli nie wszystko) złego które się między nami dzieje
wynika z naszego durnego strachu.
Każde z nas na przemian opuszcza i podnosi gardę.
Każde chce przestać się bać,
każde chce byśmy naprawdę byli razem...
A kiedy cos pójdzie nie tak, zamiast się pocałować, przeprosić,
wybaczyć... od razu stajemy w pozycji walki
i okładamy się nawzajem.
(metaforycznie. znaczy obrywa psychika.
no dobra... czasem jest tez trochę wykręcania sutków.
moich.)
Chciałbym, żebyśmy przez to przebrnęli.
Chciałbym już nigdy nie bać się, że Ona mnie zrani
(nikt inny nie jest w stanie).
Chciałbym, żeby Ona przestała się bać.
Kocham tą Wredną Żmiję
Ciekawe co Ona tak naprawdę myśli.
Co myślisz Myszko?
Twój Kombo
Ps. nie chcę czuć inaczej.
Chcę czuć to wszystko co czuję.
Kocham życie z Tobą.
Takie pojebane życie na huśtawce emocjonalnej.
Chciałbym tylko wiedzieć, że nie skrzywdzisz mnie.
(Brawo Michu, bardzo męskie wyznanie,
jeszcze dwa takie a włosy z jajek same Ci wypadną i wrócisz do przedszkola)
Ale z ortografii mógłbym się podszkolić.
Niedługo Taśka będzie lepiej pisała niż ja.
Wkurzają mnie moje dygresje.
Dygresje o tym, że dygresje mnie wkurzają też mnie wkurzają.